"Córka nazisty" Max Czornyj
Na temat tej książki mam mnóstwo przemyśleń, w mojej głowie kłębi się milion myśli, bo... czuję się zawiedziona. “Córka nazisty” jest tak porywająca, emocjonalna, bolesna, że czyta się ją jednym tchem, a zakończenie, choć zaskakujące, w ogóle mnie nie usatysfakcjonowało. Ale o tym za chwilę 😊
Nie będę zbyt wiele zdradzać z fabuły, bo myślę, że sam tytuł mówi już wiele. Główną bohaterką jest Greta, która choruje na alzheimera i wydarzenia z przeszłości mocno rzutują na jej teraźniejszość. Twierdzi, że tkwi w niej gen zła, który odziedziczyła po ojcu, który był essesmanem. Trafia na pamiętnik Anny więzionej w jednym z obozów. Ich historie splatają się ze sobą, a Greta po raz kolejny spróbuje odnaleźć siebie.
Zacznę od pozytywów, których ta książka zdecydowanie posiada kilka. Po pierwsze narracja pierwszoosobowa, dzięki której możemy lepiej zrozumieć bohaterów i wniknąć w ich świat. Wydarzenia widziane są z perspektywy kilku osób, co poszerza perspektywę czytelnika. Ciekawie skonstruowana fabułą, przeskoki w czasie, nieoczywiste rozwiązania.Mnóstwo tu emocji, bólu, wojennych przeżyć, straty, dochodzeniu do prawdy, mierzenia się z przeszłością, poszukiwania siebie. Autor gra tu na emocjach czytelnika i wykorzystał ku temu wojenne zdarzenia, które chyba na każdym czytającym potrafią zrobić wrażenie i rozbić emocjonalnie. Nie wiem czy takie posługiwanie się tą bolesną historią jej trafione...
Co do tej książki miałam ogromne oczekiwania. Wszędzie w odniesieniu do “Córki nazisty” czytałam o genie zła, tylko nie rozumiem posługiwania się tym terminem w przypadku tej historii. “Gen zła. Czy coś takiego w ogóle istnieje?”- czytamy na tyle książki. Spodziewałam się odpowiedzi, której nie dostałam, bo końcówka jest tak zagmatwana i nieprzewidywalna, że nie da się tego stwierdzić. Wyjaśniają się pewne rzeczy związane z przeszłością, jeden z bohaterów sam nawet określa czy według niego ten gen istnieje czy nie, natomiast z fabuły tego nie wywnioskujemy.
Sama historia bardzo mi się podobała, pomieszanie tego co było kiedyś z teraźniejszością, dochodzenie do prawdy i sama postać Grety. Bardzo tragiczna, pokrzywdzona przez los, zagubiona, chora, rozbita emocjonalnie. Współczułam jej i jednocześnie próbowałam zrozumieć, natomiast wszystko popsuła ta końcówka. Przez chorobę kobieta tkwiła w swoich niesłusznych przekonaniach, obwiniała się o krzywdy, które nie były zależne od niej. Alzheimer odebrał jej nie tylko prawidłowe postrzeganie tego co tu i teraz, ale także przeszłości i jej prawdziwego oblicza. To, co miało miejsce podczas wojny odcisnęło na Grecie ogromne piętno, z którym nie poradziła sobie do końca swoich dni.
Dla mnie głównie pod względem psychologicznym ta książka była świetna. Nie spotkałam się jeszcze z taką postacią jak Greta. Największe wątpliwości mam co do wykorzystania wojennych zdarzeń by wzbogacić fabułę i tego zakończenia, które nijak ma się do postawionego pytania o gen zła. Jak sami widzicie, mam mocno mieszane odczucia, także polecam samemu wyrobić sobie zdanie i przeczytać “Córkę nazisty” ;)



Komentarze
Prześlij komentarz